Śmierć za ojczyznę (Republikańska krwiożerczość I)

Koniec stycznia, z rocznicami dwóch najgłośniejszych egzekucji królewskich Europy (21 stycznia 1793 – Ludwika XVI we Francji, 30 stycznia 1649 – Karola I w Anglii), dał mi do myślenia o roli śmierci i przelewu krwi w historii republikanizmu europejskiego.

Spójrzmy choćby na dewizę „wolność albo śmierć” pierwszej francuskiej republiki (la liberté ou la mort) i sławną uwagę Tomasza Jeffersona, że drzewo wolności musi być czasami odnawiane krwią patriotów i tyranów (The tree of liberty must be refreshed from time to time with the blood of patriots and tyrants). Równie krwawa jest historia zabójstwa Cezara i śmierci jego zabójców starających się wywalczyć z powrotem dawną republikę, w które to zdarzenia wpatrzeni byli odnowiciele wolnych państw – działający z mniejszym czy większym powodzeniem – po wiek Oświecenia i później.

Republikanin trafia zatem gładko w sferę spraw i środków ostatecznych. Jest to być może cena, którą ponosi za odrzucenie swej podległości innym ludziom – przy czym chodzi tutaj oczywiście o samoistność osobistą oraz całego populus, ludu politycznego, która ma być stalową gwarancją wolności indywiduum. Kto mówi: prędzej śmierć niż niewola – musi się zderzyć z faktem, że brutalna rzeczywistość może faktycznie postawić go przed tym wyborem.

Rzeźba w paryskim Panteonie autorstwa François-Léon Sicarda z 1913, upamiętniająca Konwencję Narodową, parlament Francji w l. 1792-1795. W centrum stoi alegoria Wolności, po lewej posłowie Konwencji, po prawej wyruszająca armia Republiki. Na postumencie ponad napisem La convention nationale widać hasło z epoki rewolucyjnej, Vivre libre ou mourir – żyć wolnym albo umrzeć. W 1945 roku angielskojęzyczna wersja sloganu, Live Free or Die, stała się dewizą amerykańskiego stanu New Hampshire. Zdjęcie Marcina Białka, CC BY-SA.

Współczesna kultura euroatlantycka jest generalnie niechętna owym tematom (choć w trakcie pisania tego tekstu nowy atak tyrana Moskwy nieco zmienił sytuację) i nie jest to zupełnie nowy odruch. Już publicystyka czasów rokoszu sandomierskiego, na początku XVII wieku, wspominała o szlachcicach, członkach „stanu rycerskiego” – a więc w pewnym sensie żołnierskiego – którzy wzdragaliby się nawet zarżnąć koguta w gospodarstwie. Obok skłonności wielu ludzi do okrucieństwa, istnieje przecież jakaś wewnętrzna niechęć do krzywdzenia innych. Ideologia republikańska przedstawia jako swój cel i ideał spokojne życie na własnym mająteczku, w harmonii z resztą wolnego ludu i bez strachu przed królewskimi siepaczami. Taką ją odnajdujemy u Cycerona, u Machiavellego w Rozważaniach nad dziesięcioksięgiem Liwiusza, w pismach rewolucji francuskiej przechowujących sentymentalizm J.J. Rousseau, czy tym bardziej w piśmiennictwie sarmackim. A przecież wyobraźnia tych samych ludzi zawiera zawsze wizje krwawych walk i gwałtownej śmierci. W tej serii zbadam trzy wielkie aspekty republikańskiej „krwiożerczości”, w kolejności narastającej kontrowersji: śmierć za ojczyznę, tyranobójstwo oraz terror, czyli wojnę z nieuchwytnym wrogiem wewnętrznym.

Głęboka starożytność klasyczna i Grecja doby wojen perskich (V w. p.n.e.) są odpowiedzialne za kluczowe wzorce-pojęcia polityki republikańskiej, z których podstawowe można zdefiniować jako „wolność-samostanowienie ludu miasta/państwa” (eleutheria – ἐλευθερία). Dochodzi do tego ideał równości wszystkich obywateli wobec siebie i we wpływie na państwo (isonomia – ἰσονομία). Idee śmierci za ojczyznę, tyranobójstwa i terroru pierwotnie mają sens jedynie w kontekście owej helleńskiej eleutheria (nawet pod nieco innymi nazwami). Później dopiero rozprzestrzeniają się na różne ideologie konserwatywne i rewolucyjne w zmienionych wersjach.

Łacińska patria jest w językach europejskich przodkiem pojęcia „ojczyzny”. Była ona w średniowieczu tak obcym i książkowym pomysłem, że przez pewien czas w renesansowej Polsce mówiono patria bez ustalonego rodzimego tłumaczenia. Ponieważ nowożytna kariera pojęcia ojczyzny rozwinęła się już po rozpadzie wspólnego pnia łaciny w średniowieczno-kościelnej wersji, nie ma nawet prostej odpowiedniości słów między różnymi językami Europy. Anglosasi mówią czasami homeland – choć raczej bez wojowniczego ładunku obecnego u innych narodów – zaś fatherland występuje raczej w tłumaczeniach. Francuskie patrie jest etymologicznie prostym przejęciem łacińskiego wyrazu, dokonanym w epoce Oświecenia. Odnogą tej linii wiodącej od łacińskiej patria jest również patriota. W ówczesnym świecie, od amerykańskiej Mississipi po Litwę, jest on zawsze w jakimś stopniu rewolucjonistą, odwołującym się do europejskich tradycji wolności politycznej. Encyklopedia Francuska, dzieło-symbol Oświecenia, definiuje jeszcze w 1751 roku, na czterdzieści niemal lat przed wybuchem rewolucji francuskiej:

PATRIE, s. f. (Gouvern. politiq.) le rhéteur peu logicien, le géographe qui ne s’occupe que de la position des lieux, & le léxicographe vulgaire, prennent la patrie pour le lieu de la naissance, quel qu’il soit ; mais le philosophe sait que ce mot vient du latin pater, qui représente un pere & des enfans, & conséquemment qu’il exprime le sens que nous attachons à celui de famille, de société, d’état libre, dont nous sommes membres, & dont les lois assurent nos libertés & notre bonheur. Il n’est point de patrie sous le joug du despotisme. (1)

[OJCZYZNA, rzeczownik rodz. żeńskiego (słownictwo polityczne). Retor bez wykształcenia logicznego, geograf którego obchodzi tylko położenie miejsc czy leksykograf popularny zdefiniuje ojczyznę jako miejsce narodzin, gdziekolwiek by się dla kogo znajdowało. Lecz filozof wie, że słowo to pochodzi od łacińskiego słowa „pater”, które przedstawia nam ojca i jego dzieci. Stąd „ojczyzna” wyraża znaczenie związane z rodziną, społeczeństwem, państwem wolnym, którego jesteśmy członkami i które przez swoje prawa zapewnia nam nasze wolności i szczęście. Pod jarzmem despotyzmu nie istnieje ojczyzna.]

Niemcy wytworzyli swoje Vaterland w epoce romantycznego narodowego wzmożenia, by zabarwić je bardzo dla siebie dziedzictwem pruskiej ekspansji, II i III Rzeszy. Rosjanie mają ojczyznę pod różnymi nazwami (отчизна – otczizna, ро́дина – rodina). Zdaje się, z początku występowały często w znaczeniu nostalgicznego miejsca pochodzenia, ale pojawiają się one w różnych politycznych przekazach carskich, białogwardyjskich i sowieckich zwłaszcza po XIX wieku – wraz z Matką Rosją. Co ciekawe, motyw matki Rosji pojawia się wcześnie w korespondencji kniazia Andrieja Kurbskiego, który uciekł przed Iwanem Groźnym na polityczną emigrację w Rzeczypospolitej i tak pisał o stronnikach cara:

Прогрызли они чрево у матери своей, святой русской земли,
что породила и воспитала их
поистине на беду свою и запустение! (2)

[Przegryźli oni łono własnej matki, świętej ziemi ruskiej, która zaprawdę zrodziła ich i wychowała na własną zgubę i zatracenie!]

Język polski nabiera wcześnie wielkiego upodobania do „ojczyzny” – często w złożeniu „matka ojczyzna” – co widać w nowożytnych tekstach, ale czyni to w ramach przejęcia wzorców republiki rzymskiej.

Pokonany Katon Młodszy (Utyceński) na obrazie Josefa Abla z 1806 r. Katon otrzymuje od syna miecz, którym przebije się, by nie wpaść w niewolę u Cezara i nie żyć w Rzymie pod jego rządami.

Co więc oznaczało dla obywatela wolnego Rzymu umrzeć za ojczyznę, pro patria mori? Rozpisuje się o tym kawaler de Jaucourt, autor wspomnianego hasła Encyklopedii. Otóż kultura rzymska, będąc poniekąd prowincjonalną i wtórną, posługuje się tutaj kopiami z kultury greckiej. Lorsque les Grecs vainquirent les Perses à Salamine – powiada de Jaucourt – on entendoit d’un côté la voix d’un maître impérieux qui chassoit des esclaves au combat, & de l’autre le mot de patrie qui animoit des hommes libres [Odkąd Grecy pokonali Persów pod Salaminą, rozumiano, że z jednej strony jest głos imperialnego pana poganiającego niewolników do walki, a z drugiej słowo ojczyzna, które porusza wolnych ludzi]. Bohaterowie bitew pod Termopilami, Maratonem i Salaminą, polegli w obronie swoich miast przed perskim „królem królów”, byli zapewne pierwszymi w historii, którzy zginęli za ojczyznę. Cudzoziemcze, powiedz Lacedemończykom, że tu spoczywamy, wierni ich prawom, miał głosić napis na mogile Spartan pod Termopilami. Ich przeciwnicy mogli umrzeć co najwyżej za odległą osobę swojego króla – choć zapewne ich śmierć była potraktowana po prostu jako element porządku świata, gdzie maluczcy i bezimienni poświęcani są bez żalu interesom wielkich.

Choć oczywiście niektórzy dzisiejsi uczeni są skłonni czytać taką kulturową diagnozę jako „orientalizm” i uprzedzenia przeciwko wschodnim sąsiadom, to grecko-perska różnica reżimów politycznych jest zupełnie jasna i podobne schematy znajdujemy w czysto italskim kontekście u rzymskiego historyka Liwiusza. Wśród wielu innych, przekazuje on legendarne opowieści o poświęceniach Horacjusza Koklesa (samobójczo broniącego mostu na Tybrze, by towarzysze mogli go za nim zniszczyć) i Mucjusza Scewoli (wkładającego rękę w ogień, by udowodnić zaciekłość Rzymian) w wojnie młodej rzeczypospolitej z królem Porsenną.

Znacznie późniejsze, historyczne już czasy wojen obozu Cezara z usiłującymi go powstrzymać frakcjami senatorskimi przekazują nam słynne tragiczne obrazy doby umierania republiki. Katon Młodszy (Utyceński), Metellus Scypion, wreszcie sam Juniusz Brutus odebrali sobie życie w obozie z wielkim spokojem i samokontrolą, żeby nie wpaść w ręce wojsk napierających tyranów Rzymu, Cezara i (później) jego adoptowanego syna Oktawiusza. W jakimś sensie owe wydarzenia zamykają rozdział europejskiej historii otwarty przez wojny perskie. Jak powiada historyk rzymski Tacyt, po śmierci Brutusa i Kasjusza nie było już wojsk publicznej sprawy (Bruto et Cassio caesis nulla iam publica arma) (3) i Wieczne Miasto mogło odtąd tylko dokonywać żywota pod władzą cezarów. Cesarstwo rzymskie nie mogło znać śmierci za ojczyznę, choć w bardzo późnej starożytności nauczy się śmierci za cesarza, już w raczej średniowiecznym smaku. (Co prawda Encyklopedia idzie tutaj za tradycją o istnieniu „dobrych cesarzy”, wyróżniając wysiłki Trajana panującego w l. 98-117 n.e. w kierunku przekształcenia imperium w byt funkcjonujący dla interesów ludu).

Kluczem do zrozumienia typowo antycznego gatunku heroizmu jest wspomniana eleutheria, samookreślenie miasta. Rzymska patria zbudowana jest, jak wskazuje sama etymologia, na wysiłkach ojców-przodków i ustanowionych przez nich tradycjach, ale chodzi tutaj konkretnie o wielkie dzieło obalenia królów i zbudowanie (przez kolejne pokolenia) ładu społeczno-politycznego mającego zapobiec, żeby królowie kiedykolwiek powrócili. Co za tym idzie, ojczyzna nie jest wartością zbudowaną na powietrzu, wprowadzoną aksjomatycznie bez uzasadnienia. Istnieje bezpośredni związek między obroną ojczyzny a tym, że współobywatele Rzymianina mogą się cieszyć miastem bez obawy przed jakąś władzą, która mogłaby działać ponad ludem rzymskim. Lud rzymski rzeczypospolitej rządzi się sam i wyrusza na wojny własnym postanowieniem, nie z nakazu – le Peuple souverain s’avance, jak później wyobrazi tę ideę rewolucyjna francuska Pieśń wymarszu (Le Chant du départ). Wodzowie-konsulowie Rzymu, wymieniani co roku i funkcjonujący kolegialnie, musieli być poza wszelkim podejrzeniem o dążenie do trwałej władzy. Podobnie Spartanie (Lacedemończycy) giną z rozkazu swoich współbraci, dla zachowania ładu miasta równych sobie obywateli, ustanowionego przez legendarnego Likurga. Polis starożytne zachowuje ściśle (lub nie potrafi wyjść poza – jak stwierdzają niektórzy badacze kultury) znak równości między sobą a zbiorowością wszystkich obywateli.

Dzisiaj myślimy zwykle o państwie o jakiejś strukturze ponad społeczeństwem; w klasycznych republikach miejskich (do dzisiaj – w kantonach szwajcarskich), w wyobrażeniach sarmackich, wreszcie w Umowie społecznej Jana Jakuba Rousseau, formującej poglądy jakobinów, republika jest społeczeństwem, a społeczeństwo jest republiką – bezpośrednio. Wszelki rozdział między rządzącymi a rządzonymi może być tylko wynikiem zepsucia, stwierdza Rousseau w przedmowie projektu konstytucji dla Korsyki z 1765 r. (4). W jego Uwagach o rządzie polskim (1771 r.), napisanych dla konfederatów barskich, pojawia się często sarmacka patrie (z hojnie podanymi nawiązaniami do wspomnianych spartańsko-rzymskich motywów) – przy czym jej nieodłącznymi towarzyszami są les loix, prawa (w sensie „starodawnych obyczajów” oraz „woli ludu” zarazem), oraz rzecz jasna la liberté (wolność). Wszyscy ci wielcy ministrowie [królów] (…), mówi Rousseau, nie wyobrażają sobie nawet, jaką energię może dać wolnym duszom miłość ojczyzny i poryw cnoty (tłum. Macieja Staszewskiego) (5). Z tym samym rozumowaniem ideologicznym, choć inną treścią społeczną republika francuska runie za dwie dekady na wielką koalicję królów.

Jakie jednak było spojrzenie na te sprawy w samej rzeczypospolitej sarmackiej? Postarałem się wybadać najogólniej tę kwestię w poezji i w aktach sejmików – czyli organów, gdzie szlachta zbierała się bezpośrednio wybierać posłów i pisać instrukcje kierujące ich postępowaniem na sejmie. Wnioski są dość wieloznaczne, choć interesujące.

Jeżeliby wierzyć samej poezji – twórców takich jak Mikołaj Sęp-Szarzyński, Wacław Potocki czy Zbigniew Morsztyn – pogląd sarmacki na sprawy ojczyźniane mieści się zasadniczo w świecie wyobrażeń rycerskich. Nie jest to dziwne, ponieważ owa twórczość jest (o ironio?) kształtowana przez bardzo silne kosmopolityczne i ogólnoeuropejskie wzorce.

Średniowieczne romanse rycerskie budziły dużą nostalgię w nowożytnej Europie. Zrodziła ona renesansowe poematy takie jak Jerozolima wyzwolona Torquata Tassa czy Orland szalony Ludovica Ariosta, a także ironiczną w zamierzeniu powieść Don Kichot Cervantesa (1605, 1615). Szlachta, przynajmniej ideologicznie i aspiracyjnie, uważała się za stan rycerski aż do końca Rzeczypospolitej; wykształcona publiczność i literaci chłonęli więc opowieści rycerskie co najmniej po czasy Oświecenia. Literacki obraz sarmackich wojowników (pamiętając o soczystej wschodnioeuropejskiej scenerii, gdzie się pojawiają) jest więc pod dużym wpływem ogólnokontynentalnym.

Obraz namalowany w latach 1670-1680 przedstawiający Ossolińskiego (zapewne Maksymiliana Franciszka) z synami. Kolekcja Zamku Królewskiego

Walka toczy się zwykle z „poganami” – w praktyce muzułmańskimi Tatarami i Imperium Osmańskim – podczas gdy liczne wojny z mocarstwami chrześcijańskimi (choć niekatolickimi), jak Szwecja i Moskwa, są najchętniej nieco zamiatane pod dywan w poezji i gloryfikacja ich jest rzadsza. Na przykład pieśń o spustoszeniu Podola Jana Kochanowskiego (utwór V w drugiej księdze jego Pieśni) wzywa, odwołując się w sumie do racjonalnych argumentów, do obrony przed Turkami i Tatarami porywającymi ludność Rzeczypospolitej w niewolę i na sprzedaż. Turcyki (1543-1544) Stanisława Orzechowskiego to mowy, upozowane na wzór oracji starożytnych, wzywające do wojny z Turcją. Również konflikty sarmacko-osmańskie końca XVII wieku oraz bitwa pod Wiedniem wywołały fale literackich reakcji. Oto jednak kontrprzykład z pieśni Sępa-Szarzyńskiego do króla Stefana Batorego:

(…) do zbroje
Potrzebną chęć wzbudzasz, która, legartowem
[= leniwym]
Jadem zdjęta, nie dbała długo być obłowem [= ofiarą]

To zdradliwym Tatarom, to Moskwicinowi
Chciwemu, okrutnemu, półpoganinowi,
Dziś samo imię twoje Pohańce hamuje,
A straszny tyran sam strach, hańbę, szkodę czuje.
(6)

Jak widać, poeta czuje potrzebę nazwać prawosławnych Moskwicinów „półpoganami”, żeby zrobić z nich godnych wrogów Rzeczypospolitej. Wiadomo zresztą z innych źródeł o szlacheckiej niechęci (wspominanej przez Sępa-Szarzyńskiego nieco okrężnie) do konfliktów w ogólności, ale szczególnie z państwami chrześcijańskimi.

Bardzo ten wymiar religijny pasuje do tradycji literackiej o rycerzach, która skupia się chętnie na wyprawach krzyżowych na Maurów w Iberii, Arabów na Bliskim Wschodzie, Bałtów i Słowian w Europie Środkowej. Co więcej, pomimo licznych wzmianek o ojczyźnie, o wierności Rzeczypospolitej czy królowi, zainteresowanie poetów zdaje się wyjątkowo chętnie wracać do modelowo rycerskiej motywacji – czyli do indywidualnej chwały i nieśmiertelnej sławy ginącego za ojczyznę.

Żeby jednak nie zasiać w czytelnikach złudnej pewności, oto fakt, dla którego nie mam mocnego wyjaśnienia. W Transakcji wojny chocimskiej, może najklasyczniejszym barokowym poemacie o polskim orężu, słowo rycerz jest użyte sześć razy na określenie żołnierzy osmańskich sułtana (nazywanego zresztą zwykle cesarzem, co było typowe dla ówczesnej praktyki polszczyzny), zaś zaledwie dwa razy w odniesieniu do żołnierzy Rzeczypospolitej (najchętniej nazywanych po prostu żołnierzami). Czy Wacław Potocki miał w tym jakąś intencję, jak na przykład spotęgowanie grozy pokonanego wroga, czy też zdystansowanie się na jakimś poziomie od tradycji rycerskiej, nie wiem.

Kultura państwa sarmackiego miała wiele twarzy. Ogólnie rzecz biorąc, wszelkie jej objawy niemające wyraźnych intencji politycznych ciążyły ku głównym nurtom europejskim. Tradycyjne poglądy nauki na ten temat bardzo podkreślają narastającą izolację Sarmatów, w czym jest pewna doza racji, ale też bardzo wyolbrzymiła potomności to zjawisko propaganda oświeceniowych intelektualistów skupionych wokół króla Stanisława Augusta. Co jednak istotne, treści typowo sarmackich (przynajmniej w sensie: republikańskich) należy szukać w pismach otwarcie politycznych, w pamfletach, książkach teoretyków polityki i we wspomnianych instrukcjach sejmikowych. Z punktu widzenia historyka nawet z tych źródeł da się wydobyć szereg różnych wizji. Na szczęście dla nas sarmackie piśmiennictwo polityczne na poziomie intelektualnej spekulacji, jak je uprawiał Łukasz Górnicki, Andrzej Wolan, Andrzej Maksymilian Fredro itd., raczej unika słowa ojczyzna, pozostawiając je sytuacjom retorycznym i emocjonalnym. Nas interesuje tutaj krótki rzut oka na generalny obraz ojczyzny w kontekście śmierci i poświęceń.

Otóż wspominam o innych rodzajach poświęceń nieprzypadkowo, ponieważ dla aktów sejmikowych typowe jest wiązanie z obroną ojczyzny nie tylko ofiar na polu bitwy, lecz również działań czysto politycznych, obciążeń podatkowych i ponoszonych dla Rzeczypospolitej strat w majątku. Może się to kojarzyć z kampanią „nowoczesnego patriotyzmu” mającego polegać na płaceniu podatków (która miała swoje najlepsze czasy w Polsce bodaj dekadę temu), ale owa ekonomiczna koncentracja ma sporo sensu w kontekście sejmikowym.

Po pierwsze, idealny szlachcic to nie tylko wojownik, ale i posiadacz ziemski, zatem pożytek dla rzeczypospolitej ma być z niego w obu rolach. Po drugie, sejmik to instytucja bez przerwy uchwalająca i zbierająca bieżące podatki. Nie znaczy to, że sejmikująca szlachta nie poruszała rozmaitych spraw ustawodawstwa, polityki zagranicznej, czy zwłaszcza przydziału tytułów i urzędów, ale podstawowym warunkiem funkcjonowania rzeczypospolitej było zawsze, oczywiście, zbieranie funduszy. Jest to dość realistyczny, choć nie bardzo poetycki obraz działania wolnej republiki. Sięgnijmy nieco na chybił trafił po wołanie szlachty województwa ruskiego (w r. 1653) o wytchnienie po wojnie z kozackimi powstańcami Chmielnickiego:

Jako w kożdej porzonnej rz[eczy]p[ospoli]tej wszelkie zapały wojenne aere et sanguine [= pieniądz i krew] ugaszają, też sposoby na ciężkie ojczyzny naszej symptomata [= problemy] wziąwszy przed się, kilkoletnie nieprzestanne na żołnierza wydając podatki, zdrowie swoje za całość ojczyzny już po dwakroć z znaczną stratą i nigdy nadgrodzoną braci naszych [sens tej składni: straciliśmy swoich braci, tzn. innych szlachciców-obywateli] na plac wojenny nosząc, objecowaliśmy sobie po łasce Bożej przy nieustępnej czułości J[ego] kr[ólewskiej] M[oś]ci, że (…) mieliśmy sobie wytchnąć (…) (7).

Inny fragment, z Wielkopolski i roku 1676, przywołujący wolność jako konieczną towarzyszkę ojczyzny, stwierdza, że potrzebna jest cnemu rycerstwu gratyfikacyja za ich podjęte fatygi [na polu bitwy] cum fortunarum dispendio [= przy stratach majątkowych] około wszystkiej ojczyzny praw i wolności piersiami swoimi zaszczytu [tzn. ochrony – pierwsze znaczenie słowa zaszczyt jeszcze w słowniku Lindego w 1814 r.] (8). W rzeczypospolitej szlacheckiej wraca często kwestia potrzeby przyznania „nadgrody” za poświęcenia dla ojczyzny: nadania zasłużonym tytułów, ziemi, szlachectwa (to szczególnie zasłużonym plebejskim żołnierzom). W rzeczywistości wypłata pieniędzy wojsku była wiecznym problemem – ale istniało przekonanie, że stosunek obywatela ze wspólnotą polityczną oparty jest na odwzajemnianiu troski, a nie na podległości.

Nie chcę w tym szerszym tekście przesadzać z zagłębianiem się w niuanse polsko-litewskich wyobrażeń o śmierci za ojczyznę. Dość stwierdzić, że było to pojęcie znane, chociaż najbardziej jako romantyczno-rycerski motyw literatury pięknej. Ogólnie rzecz biorąc, Sarmaci byli zdania, że rany wojenne i wyłożone dukaty powinny ojczyźnie wystarczyć, skoro jest już zmuszona się angażować w konflikty. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ fundamentalnie republiki mają służyć interesowi i wolności żyjących, a nie dostarczać Rolandom ze średniowiecznego poematu okazji do bohaterskiego zginięcia za jakiegoś Karola Wielkiego.

Pod koniec XVIII młode oświeceniowe rzeczypospolite na Zachodzie stanęły, tak się złożyło, przed problemem analogicznym do ówczesnej starej Rzeczypospolitej – niebezpieczeństwem zmiażdżenia przez ościenne monarchistyczne mocarstwa. Dla rewolucjonistów amerykańskich i francuskich ich działalność była (podobnie jak w wyobrażeniach polsko-litewskich) przywróceniem dawnej wolności Rzymian, Ateńczyków i Spartan. Miała wygnać uzurpatorów-panujących i zmyć z Europejczyków i rodzaju ludzkiego wielowiekową niesławę poddawania się rządom cezarów, rozmaitych Habsburgów, Brunszwik-Lüneburgów, Burbonów i innych familii, jak się wyrażali w dobie Sejmu Wielkiego Stanisław Staszic czy Adam Wawrzyniec Rzewuski. Aby obronić wolność i republikę, potrzebowano jednak wzbudzić zryw obywateli, tych samych, którym ideologia nowych rewolucji obiecywała rządy w rodzącym się ładzie.

Bitwa pod Springfield w 1780 roku, gdzie amerykańska Armia Kontynentalna zatrzymała brytyjską ekspedycję interwencyjną pod wodzą barona von Knyphausena. Obraz J.W. Dunsmore’a z 1908 roku.

Jest coś uderzającego w tym, jak zachowała się atmosfera tamtych dni choćby w Marsyliance – napisanej w roku 1792 roku – pozostającej dziś hymnem Francji, więc widocznej dziś na wierzchu jak dawne odsłonięte formacje geologiczne. (Podaję własne, możliwie wierne niepoetyckie tłumaczenie).

Allons enfants de la Patrie,
Le jour de gloire est arrivé.
Contre nous de la tyrannie
L’étendard sanglant est levé !

[Naprzód, dzieci Ojczyzny,
Oto nadszedł dzień chwały –
Naprzeciw nam wzniesiony
jest krwawy sztandar tyranii!]

(…) Que veut cette horde d’esclaves,
De traîtres, de rois conjurés ?
Pour qui ces ignobles entraves,
Ces fers dès longtemps préparés ?

[I czego chce ta czerń niewolników,
zdrajców i sprzysiężonych królów?
I po co te haniebne kajdany
I szykowane od dawna [na nas] żelaza?]

Français, pour nous, ah quel outrage
Quel transport il doit exciter !
C’est nous qu’on ose méditer
De rendre à l’antique esclavage.

[Francuzi, cóż to za pohańbienie dla nas,
Jakże poruszeni [do czynu] powinniśmy być!
Bo oto się ważą planować
Zakuć nas znów w dawną niewolę.]

(…) Amour sacré de la Patrie
Conduis, soutiens nos bras vengeurs.
Liberté, Liberté chérie,
Combats avec tes défenseurs…

[Święta miłości Ojczyzny,
Prowadź, podtrzymaj nam ręce, mścicielom.
Wolności, słodka Wolności,
Walcz obok swoich obrońców…]

Marsylianka, jak wiadomo, co najmniej do początków XX wieku pozostanie hymnem i punktem odniesienia dla wszelkiego rodzaju ruchów rewolucyjnych i wyzwoleńczych. Jej poetyckie motywy pozostają w kręgu wyobrażeń tradycyjnego republikanizmu, choć zrywają już z uznawaniem starego świata feudalnego i przyznawaniem królom choćby jakiegoś potencjału prawowitości. Ojczyzna-wolna Francja jest otoczona zewsząd przez tyranów i ich „niewolnicze” wojska; pozostaje jedyną oazą wolności, którą obronić może jedynie wspólne wystąpienie obywateli. Nie ma jednak republiki nowożytnej (patrząc nawet na takie „patrycjuszowskie” miejsca jak Niderlandy czy Wenecja), której zupełnie obce byłyby tego typu wyobrażenia – fundamentalnie klasycyzujące i sięgające do Rzymu, Greków itd.

Jednocześnie Marsylianka jest, jeśli się przyjrzeć, faktycznie zbyt krwawa i zaciekła na nowoczesne gusta. W swoim refrenie zapowiada, że …un sang impur / abreuve nos sillons – nieczysta krew nawodni nasze pola – krew żołnierzy zagranicznych monarchii, zdrajców sprawy republiki itd. Ale rzeczywiście, patrząc tutaj na Francję, trzeba sobie zdawać sprawę z faktu, że francuska rzeczpospolita spośród wszystkich tu opisanych jest pewnie w najbardziej desperackiej sytuacji. Walczy ona o przetrwanie w kulturze wrosłej przez stulecia w absolutyzm, gdzie przyzwyczajenia oraz ideologia potężnej części ludności i elit pchają kraj wciąż z powrotem pod władzę tronu, do czego też w końcu doprowadzi generał Bonaparte i później mocarstwa interwencyjne. (Szerzej o tym w części poświęconej terrorowi). Rewolucjonista francuski musi doceniać każdy kolejny dzień; rządy jakobinów w dwóch kadencjach Komitetu Ocalenia Publicznego ledwo przetrwały 15 miesięcy. Nawet w Polsce i na Litwie otoczone przez zaborców państwo nie musiało przynajmniej radzić sobie z własnym terytorium pełnym wrogów – to głównie propagandowa legenda, że chłopi mogli widzieć coś do zyskania w przejściu spod reżimu poddańczego pod obcy poddańczo-absolutystyczny – i głównym ośrodkiem zdrady mogły być tylko wąskie elity, król Stanisław August Poniatowski oraz grupka targowickiej arystokracji.

Jak już wspomniano, język angielski nie posługuje się pojęciem ojczyzny w takim znaczeniu i takim stopniu jak inne języki europejskie. Nie znaczy to, że rewolucja amerykańska nie odwołuje się do świata wyobrażeń o republikańskiej oazie wolności bronionej za cenę krwi. Nie zagłębiając się tutaj w pisma polityczne i przemówienia, spójrzmy tylko na fragmenty popularnej w swoim czasie pieśni Liberty’s Call – Wezwanie wolności – z roku 1775.

High on the banks of Delaware,
Fair Liberty she stood;
And waving with her lovely hand,
Cried (…)

[Wysoko na brzegu rzeki Delaware
Stała piękna Wolność
I machając swoją śliczną ręką,
Wołała:]

(…) “Welcome my friends, from every land
Where freedom doth not reign;
Oh! hither fly from every clime,
Sweet liberty to gain.

[Witajcie, moi przyjaciele, z każdego kraju
Gdzie wolność nie sprawuje rządu,
Och, uciekajcie tu z każdego zakątka Ziemi,
Aby zdobyć słodką wolność.]

(…) “‘Gainst your affronted land behold
Oppression rear its head;
In hydra-form and battle’s din,
Each trembling slave to dread.

[Przeciwko waszej znieważonej ziemi
Patrzcie, jak niewola unosi swój łeb:
Na kształt hydry i w zgiełku walki
Zastraszając trzesącego się niewolnika.]

“But ye, its sons, will ne’er give up
Your parent fires till death;
Behold ! yon beauteous virgins seek
Laurel your brows to wreathe.
(9)

[Lecz wy, synowie [tej ziemi], nie porzucicie nigdy
Ognia swych przodków, aż po śmierć;
Patrzcie! oto nadobne dziewice idą
Uwieńczyć wasze skronie wawrzynem.]

Pieśń ta jest zresztą o tyle interesująca, że wciąż reprezentuje stadium, gdzie tożsamość amerykańska nie oddziela się zupełnie od tradycji brytyjskiego wigizmu i radykalizmu (który przecież przyniósł rewolucji jednego z jej głównych rozniecicieli, Tomasza Paine’a). Wspomniane zostaje oblężenie Londonderry, gdzie protestancy zwolennicy angielskiej „sławetnej rewolucji” 1688 roku bronili się przez królem Jakubem Stuartem, a także poświęcenia „szlachetnych Brytyjczyków” (worthy Britons) dla wywalczenia wolności swoim dzieciom na przestrzeni wieków. Pamiętajmy zresztą, że całą wojnę rewolucyjną postrzegano jako starcie patriotów z „torysami”, czyli lojalistami, nazywanymi tak od konserwatywnego i monarchistycznego stronnictwa po drugiej stronie oceanu.

Taki jest więc kształt tradycyjnej koncepcji ojczyzny, ściśle związanej z wolnością polityczną, tak jak się rozwijała w Europie od starożytności. Jednak tak jak Oktawian August odgrywał swoją sławetną „komedię republiki” dla podtrzymania władzy cesarskiej, tak ideologia ojczyźniana, ledwo powróciła do głównego nurtu na kontynencie, stała się przedmiotem kombinacji ze strony ustrojów monarchicznych. Reżim cesarza Napoleona wykorzystywał wyobrażenia rewolucyjne dla właściwie już czysto imperialistycznych celów – chociaż przecież zachowywał jako hymn jakobińską Pieśń wymarszu (Chant du depart) ze wzmiankami o suwerennym ludzie (le Peuple souverain) walczącym z „niewolniczymi” armiami wrogich tyranów. Pod napoleońską okupacją rodzi się młody nacjonalizm niemiecki, czerpiący pełnymi garściami z mieszanki ideologicznej przywiezionej przez francuskie wojska. Niektóre ścieżki prowadzą stąd do rewolucyjnego liberalizmu niemieckiego i, na przykład, Wiosny Ludów 1848 roku, ale inne zostają natychmiast zajęte przez interesy militarystycznej monarchii pruskiej.

Dla pruskiej dynastii Hohenzollernów i dla Napoleona w sumie atrakcyjne jest pojęcie ojczyzny i obywatelskiego poświęcenia – jako narzędzie wydobywania z mas posłuszeństwa w nowej epoce – ale niedopuszczalne są myśli o wolności eleutheria/libertas, która stanowiła logiczne i nieusuwalne uzasadnienie poswięceń dla ojczyzny w poprzednich tysiącleciach. W rozumieniu dawnych pojęć, kiedy państwo wolne, republika, ściera się z despotyzmem, tylko wolni żołnierze mają ojczyznę, ich przeciwnicy walczą zaś jedynie za tyrana.

Ojczyzna XIX-wieczna zaczyna stawiać ludności za cel nie wolność, którą każdy może sobie zmierzyć indywidualnie w każdej chwili, lecz abstrakcyjną potęgę narodu.

Pojęcie to rodzi wiele pytań. W każdym państwie, gdzie masy obywateli nie sprawują jednocześnie rządów, trudno objaśnić, jak się właściwie ma „interes narodu” i interes władzy do interesu obywatela. W idealnej wolnej republice z Umowy społecznej Rousseau ten interes może być tylko jednym i tym samym, ale w innej sytuacji można podejrzewać, że „interes narodu” to interes elity łaskawie obejmującej jego kierownictwo. Jakiego narodu – też zawsze można zapytać – bawarskiego, pruskiego, niemieckiego, śląskiego, polskiego czy litewskiego? W ten sposób ojczyzna zaczyna żądać walk o narodowe granice i narodowe panowanie, zamiast prostego rozumienia Encyklopedii, że ojczyzna to „państwo wolne, którego jesteśmy członkami” (état libre, dont nous sommes membres) i że każda rzeczpospolita, choć zazwyczaj na własną rękę, prowadzi walkę z despotyzmem w interesie całej ludzkości.

Przypisy

(1) Hasło PATRIE w Encyklopedii: https://fr.wikisource.org/wiki/L%E2%80%99Encyclop%C3%A9die/1re_%C3%A9dition/PATRIE

(2) А. Курбский, История о великом князе Московском // Памятники литературы Древней Руси, вторая половина XVI века, Moskwa 1986, s. 319. Za artykułem Matuszka Rossija na rosyjskiej Wikipedii: https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9C%D0%B0%D1%82%D1%83%D1%88%D0%BA%D0%B0_%D0%A0%D0%BE%D1%81%D1%81%D0%B8%D1%8F

(3) Tacyt, Ab excessu divi Augusti (Annales), rozdz. II.

(4) J.J. Rousseau, Projet de constitution pour la Corse (Projekt konstytucji dla Korsyki), Przedmowa.

(5) J.J. Rousseau, Considérations sur le gouvernement de Pologne (Uwagi o rządzie polskim), rozdz. XV.

(6) M. Sęp-Szarzyński, Pieśń VII. Stefanowi Batoremu, królowi polskiemu, w: Helikon sarmacki. Wątki i tematy polskiej poezji barokowej, Wrocław 1989, s. 357. Oryginalnie wydane w zbiorze Rytmy albo wiersze polskie w 1601 roku: https://bc.radom.pl/dlibra/show-content/publication/edition/33640?id=33640 (s. 24-25).

(7) Akta grodzkie i ziemskie z czasów Rzeczypospolitej Polskiej z archiwum tak zwanego bernardyńskiego we Lwowie: tom XXI. Lauda sejmikowe: tom II. Akta wiszeńskie 1648-1673, opr. Antoni Prochaska, Lwów 1911, s. 115. Dostępne w sieci: https://polona.pl/item/akta-grodzkie-i-ziemskie-z-czasow-rzeczypospolitej-polskiej-z-archiwum-tak-zwanego,OTc2Nzk1OTI/8/

(8) Akta sejmikowe województw poznańskiego i kaliskiego. Lata 1676-1695, wyd. M. Zwierzykowski, R. Kołodziej, A. Kamiński, Poznań 2018, s. 66.

(9) Liberty’s Call, w: Songs and Ballads of the American Revolution, ed. Frank Moore, New York/London 1851. Odnośny fragment dostępny w sieci: https://www.americanrevolution.org/war_songs/warsongs19.php

Start the discussion

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.