Szkicownik: Złudna wyjątkowość XX wieku

Kształtując się intelektualnie w epoce roku 2000 musiałem przesiąknąć poglądem o brutalnej „szczególności“ wieku XX. Historiografia i różna literacko-eseistyczna produkcja, będące podstawą programów szkolnych, mówiły o tym, jak to dwie wojny światowe, nazizm i komunizm przeorały świat i wydobyły ciemne strony człowieka w sposób niewidziany wcześniej. Szczególnie musiało to wybrzmiewać w Polsce względnie świeżo uwolnionej spod dominacji sowieckiej, gdzie w kulturze wciąż mógł brzmieć głos ludzi pamiętających wojnę (które to słowo bez dookreśleń oznaczało wówczas „drugą światową“).

Być może takie ujęcie jest w Polsce ponadprzeciętnie zakorzenione. Miałem w czasach szkolnych ilustrowaną książkę pod tytułem Burzliwy wiek XX, której amerykański pierwowzór nazywał się, według noty na początku, Our Glorious Century (Nasze wspaniałe stulecie). Zresztą polska redakcja dość porządnie przystosowała tekst do europejskich i polskich realiów.

Typowo szkolna interpretacja burzliwości wieku XX opierała się, o ile pamiętam, na rozwoju nowych ideologii, wspomnianych nazizmu i komunizmu. (Ciekawe, jak relacjonując to mam ochotę doprecyzować i zniuansować historię dwudziestowieczną, ale przecież dla dzieci w szkole realnością jest taki poziom jednozdaniowych haseł). Jako młody sceptyk doszedłem do przekonania, że gdyby Asyryjczycy czy Spartanie dysponowali technologią dwudziestowieczną, robiliby to samo: z ideologią poprawienia i przekształcenia świata (czymś niechętnie traktowanym przez katolickich nauczycieli, Czesława Miłosza itp.) czy bez. Wyciągnąłem stąd wniosek o polityce jako brutalnej walce. Jest to przekonanie trudne do sfalsyfikowania, choć warte zniuansowania: nie o tym jednak dzisiaj.

Interesujące, że owo potoczne przekonanie o wyjątkowości czasów najnowszych ma także swoją optymistycznie-naiwną stronę. Obecna wojna ukraińsko-rosyjska rozpoczęła się wśród niedowierzania wielu osób, że „takie rzeczy mogą się zdarzyć w XXI wieku“. Później taki sam szok nastąpił w obliczu zbrodni wojennych napastników. Czytając o pierwszej wojnie światowej (np. wartko napisaną księgę Janusza Pajewskiego Pierwsza wojna światowa) można znaleźć w tamtym czasie te same reakcje. Miało już nigdy nie dojść do wojny: byłaby wyniszczająca ekonomicznie, bezcelowa politycznie i militarnie. Nowocześni, „cywilizowani“ Europejczycy mieli już nie dopuszczać się zbrodni i barbarzyństwa (przynajmniej na niekolonialnych terenach, co byłoby dobrym początkiem), dopóki wojska niemieckiego cesarza Wilhelma II nie zrównały z ziemią miast belgijskich i Kalisza w 1914 roku.

Trudno powiedzieć, czy była to pierwsza wojna, której miało nigdy nie być. Mógłby się tutaj znaleźć cały fragment rozważań o systemie kongresu wiedeńskiego po 1815 i o nastrojach wobec wojen Bismarcka na przełomie lat 60. i 70. Rozsądnie jest założyć, że wiek XIX nabierał już przekonania o wyjątkowości swoich czasów, choćby jako epoki nauki i osiągnięć techicznych. Prapoczątków można szukać w Oświeceniu (mówiono już wtedy, o ile pamiętam, że “wiek osiemnasty” to powinien być taki czy inny), czy nawet w sporze starożytników i nowożytników na dworze Burbonów w wieku XVII.

W mojej opinii większa część przekonania, że żyjemy w szczególnych czasach wywodzi się z ograniczenia wiedzy historycznej, która chętnie (i trochę z konieczności) zbywa dawniejsze czasy łatwymi mitami. Nie chodzi tylko o to, że wiedza choćby o wojnie trzydziestoletniej (1618-1648) zmusza do innego spojrzenia na zbrodnie wojen późniejszych. Przy odległych epokach, zwłaszcza w kwestii Średniowiecza, historycy a tym bardziej publiczność są bardziej zainteresowani częścią królewsko-romantyczno-rycerską niż mordami i gwałtami. Mogą być one co najwyżej traktowane jako przyprawa opowieści, a nie systematyczna działalność. Historia odbierana jest jako literatura, rycerska czy inna.

Ale są też inne sfery, gdzie istnieją mocno osadzone legendy o zmianach, które nastąpiły gdzieś na (ginącej w mgle) drodze do nowoczesności. Jedną z rzeczy, których student historii dowiaduje się o dawnej demografii, to średniowieczna już zależność miast od ciągłej imigracji ze wsi. Miasta nie miały dość przyrostu naturalnego, żeby podtrzymać swoją populację. Po części to wynik chorób i okresowego głodu, z którymi pomogły z czasem osiągnięcia rolnictwa, higieny i medycyny. Jednak popularne wyobrażenie, że kiedyś to wszyscy żyli w wielopokoleniowych rodach, jest również fałszywe. Wiemy o istotnych odsetkach osób samotnych, zmuszonych wędrować choćby z powodów ekonomicznych. Pół tysiąclecia temu kobiety w Europie wychodziły za mąż nieco po dwudziestce, zaś mężczyźni żenili się bliżej trzydziestki. Powszechnym doświadczeniem były niepełne rodziny i sieroctwo. Wiele zjawisk (również problematycznych) które uważa się za szczególne dla nowoczesnego świata, jest w rzeczywistości bardzo dawnych, jak to może wykazać poważne badanie źródeł historycznych. (Wstęp akademicki dla zainteresowanych tymi zagadnieniami: Cezary Kuklo, Demografia Rzeczypospolitej przedrozbiorowej).

To są zatem przykłady nakazujące dużą ostrożność, kiedy zaczynamy budować sądy o konstrukcji: kiedyś to…, a dziś… Nawet obrabowanie ludzi z uwagi przez aplikacje na smartfony ma swoje wczesne analogie. Jeszcze nie tak dawno spędzanie przez społeczeństwo całych dni przed telewizorem budziło niepokój i z pewnością jest to styl życia, który wciąż istnieje, przynajmniej wśród starszych pokoleń. W XVIII wieku w krajach rozwiniętych – w Anglii, we Francji – problemem stała się piśmienność i czytanie książek, często prymitywnych fabułek awanturniczych, romansowych czy pornograficznych. Na całym kontynencie istotny odsetek Europejczyków uzależnił się od, często hazardowej, gry w karty. Nigdy chyba ludzie nie spędzali czasu zbyt mądrze – pomijając dość monotonne zwykle zdobywanie pożywienia.

A jednak trzeba w wypadku problemów z uwagą – podobnie jak, po części, w kwestii krwawości wojen, tyranii politycznej, śledzenia społeczeństwa itd. – powrócić do kwestii narastającego zasobu środków technicznych. Wydaje się dosyć jasne, że zmiany technologiczne powodują zmiany społeczne, a ich skala wyróżnia epokę nowoczesną mniej więcej od XIX wieku. Trzeba jednak pamiętać, że technologia nie zna jedynie akumulacji. Niedawno pracownicy SpaceX musieli opracowywać na nowo technologie, dla których dokumentacja NASA zaginęła po zakończeniu wyścigu kosmicznego; archeolodzy wciąż powoli odtwarzają techniki (np. obróbki kamienia), których użyto do budowy piramid; podobna praca czekałaby dzisiejszych ludzi, gdyby im zabrano elektryczne lodówki i kazano odtworzyć techniki obsługi lodowni i ciemnej spiżarni.

Potencjalnym przykładem wpływu technologii na inne zjawiska może być dotychczasowa niechęć (piszę w połowie maja 2022) Rosji do przestawienia swojego konfliktu z Ukrainą w tryb oficjalnej wojny z poborem i mobilizacją, w stylu pierwszej połowy XX wieku. Myślę, że częścią wyjaśnienia jest Internet: istnienie kanałów sprawnej komunikacji w społeczeństwie i technologii szyfrowania, nawet w kraju o tak wysokim poziomie kontroli i propagandy. Uważa się, że radio i telewizja uczyniły społeczeństwa bardziej sterownymi (Goebbels itd.). Internet wydaje się mieć działanie odwrotne (tak jak liczyli idealiści późnego wieku XX), trochę podobnie jak druk.

Państwa o podobnym stopniu technologicznym mogą jednak wyglądać zupełnie różnie od siebie. Zanim zaczniemy się wdawać w mgliste rozważania o kulturze, proponuję się skupić na ułożeniu stosunków między ludźmi. Prawo jest tutaj dotykalnym wskaźnikiem poddającym się bezpośredniemu badaniu, nawet jeśli niedoskonałym. Np. na poziomie rodziny widzimy długi ciąg wahających się zmian, który rzeczywiście dochodzi do dość szczególnego stanu w ostatnich stu latach. Najstarsze prawo greckie i rzymskie widzi cały dom, żonę, synów, córki, niewolników jako własność ojca rodziny. W czasach klasycznych widzimy wydobywanie się synów, młodych mężczyzn, na wolność spod tej władzy, a także – zwłaszcza w Rzymie – pewien zakres wolności osobistej kobiet, który został obcięty w królestwach zdobywców cesarstwa rzymskiego. Wszystkie te zmiany mogły się posuwać naprzód i cofać i tworzyły bardzo różny obraz w różnych krajach, bez jakichś łatwych wyjaśnień typu Wschód-Zachód. W XIX wieku jeszcze toczą się szarpaniny o faktyczny zakres władzy ojcowskiej, zaś prawo kobiet do dysponowania własnością, poruszania się czy nawet wychodzenia z domu bez zgody męża jest kwestią otwartą i kontrowersyjną. To jest faktycznie obszar, w którym państwa rozwinięte żyją dziś jakby na innej planecie niż dawniejsze wieki czy nawet współczesne obszary poza (głównie) Europą Zachodnią i dominiami brytyjskimi. Podobne analizy można by przeprowadzić na temat wielkopolitycznego, ustrojowego poziomu prawa.

Myślę, że odpowiednie bazowe wyjaśnienie morderczości XX wieku w Europie Środkowej i Wschodniej to 1) zwiększona elastyczność i otwartość na przemoc społeczeństw spowodowana I wojną światową (po wcześniejszym półwieczu pokoju), połączone z 2) tyranią polityczną (zwłaszcza w krajach o dawnej tradycji pruskiego militaryzmu – III Rzesza i carskiej Rosji – Związek Sowiecki) dysponującą 3) dwudziestowieczną technologią propagandy, kontroli i uzbrojenia. Jedynie trzeci czynnik, technologia, jest naprawdę wyjątkowy dla epoki. (Różne nienawiści etniczne – teren badań historii kultury – i klasowe – dla historii społecznej, ekonomicznej, prawa – zdecydowały o kierunkach masowych mordów). Teorie zepsucia, zwłaszcza intelektualnego zepsucia, które kiedyś miałem wokół siebie (i nie podejrzewam żeby się to w polskiej szkole szczególnie zmieniło), to niestety poziom literackich esejów i publicystyki, a nie analizy historycznej.

Start the discussion

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.